steven_wilson_top.jpg

STEVEN WILSON - Hand. Cannot. Erase. Tour 2016
Poznań 17.04.2016 - MTP Sala Ziemi

To był zdecydowanie najdłużej wyczekiwany przeze mnie koncert. Bilety zaklepane pod koniec września 2015 bezpośrednio u organizatora - Piotra Kosińskiego (Rock-Serwis), zanim jeszcze ruszyła oficjalna sprzedaż. Warto się było spieszyć, by te fajne miejsca w 3 rzędzie zdobyć. Na koncert wybraliśmy się w składzie: Paulina, Michalina, no i ja ;)

To był mój pierwszy rockowy koncert w Sali Ziemi (po jazzowym Stacey Kent) i zastanawiałem się czy jest to dobre miejsce na granie takiej muzyki. Otóż - JEST! Wszyscy muzycy byli świetnie nagłośnieni. Jedynie w momentach totalnego czadu trochę słabiej słyszałem gitarę Dave'a, ale tzw. "rzeźnia", tudzież "żużel" zawsze wprowadza trochę zamętu (i słusznie). Generalnie był to najlepiej nagłośniony koncert, na jakim do tej pory byłem. Wizualnie również mistrzostwo świata, ale tego akurat się spodziewałem :) Migawek poznańskich ulic i blokowisk też się spodziewaliśmy - bardzo dobrze to wszystko wypadło.

Muzycznie - progrockowa uczta pierwszego sortu. Genialny basista facet-który-lubi-kiecki Nick Beggs. Jedyny w swym rodzaju jazzowy keybordzista progrockowy ;) Adam Holzman... Dave Kilminster i jego solówki... Bardzo dobry "garowy" Craig Blundell... No i oczywiście mistrz ceremonii - Steven Wilson. Jeśli komuś do twarzy ze złotym PRS-em, to chyba tylko jemu.



Zgodnie z zapowiedziami Stevena koncert składał się z dwóch części. Pierwsza, to zagrany w całości album "Hand. Cannot. Erase.", zaś podczas drugiej części (po około 15-minutowej przerwie) pojawiły się świeższe kompozycje solowe Wilsona oraz starsze kawałki z repertuaru Porcupine Tree + ciekawostki. Bardzo interesujący był owoc kooperacji Stevena z Mikaelem Akerfeldtem z Opeth - utwór "Drag Ropes" (ich wspólnego projektu Storm Corrosion). Naturalnie pojawiło się również "Space Oddity" Davida Bowie.

Steven jest znany z doskonałego kontaktu z publiką, gadał sporo i bardzo miło słuchało się tej jego eleganckiej angielszczyzny. Wspomniał, że swój pierwszy "gig-ever" grał właśnie w Polsce (stąd też chyba - w miłym dla nas geście - założył na ten koncert koszulkę z napisem "back home"). Było też parę słów o wizualizacjach kręconych w Poznaniu, "twarzy albumu" Karolinie Grzybowskiej i współpracy z Lasse Hoile. Zabawne było wyjaśnienie, że głos Ninet Tayeb będzie odtworzony z "Apple-computer" i sugestia, że nie wszyscy muzycy otwarcie przyznają się do takich tricków ;) Kwestia jak najbardziej usprawiedliwiona, gdyż izraelska wokalistka nie towarzyszy zespołowi podczas całej trasy. Wielka szkoda! Szczególnie brak jej podczas wykonywania "Routine", a wiadomo przecież, że to jeden z najbardziej emocjonalnych momentów koncertu. Pojawiły się żarty o nieokreślonej płci Nicka, poglądach politycznych Adama, co tam jeszcze... Zachęta Stevena do bardziej ekspresyjnego wyrażania emocji ("This is not Eric Clapton concert! We are sexy rock-and-roll band!"). Nie wystąpił wprawdzie gumowy kurczak, ale widziałem, że leżał na Stevenowskim stoliczku (przydał się na drugi dzień w Krakowie, kiedy wysiadł prąd, hehe - w Poznaniu na szczęście nie było takich wpadek). Kolejna ciekawostka - Steven zadedykował Davidowi Bowie (oprócz "Space Oddity") również własny utwór "Lazarus" (nie dość, że tytuł piosenki jest taki sam, jak tej z ostatniej płyty Davida Bowie, okraszonej genialnym teledyskiem, to na dodatek w utworze Wilsona występuje bohater o imieniu David).



Poniżej wykonanie "Home Invasion + Regret #9, wprawdzie nie z Poznania, ale w tym samym składzie i w smakowitej jakości HD:



Przed bisami (kiedy to ludziska ruszyli pod scenę) Steven zapowiedział, że zagrają jeszcze tylko 3 utwory, a ostatni z nich, to najlepsza rzecz jaką do tej pory napisał. Po czym poszły kolejno "Space Oddity" (z elementami klaskanymi), entuzjastycznie przyjęty "The Sound of Muzak" Porkupajnów z odśpiewanym trochę zbyt słabo ;) refrenem (nieśmiała ta poznańska publika, hehe) oraz tzw. "wiśniówka na torcie", czyli "The Raven That Refused to Sing". Czy jest to najlepsza kompozycja Stevena? Na pewno jedna z najpiękniejszych.

Podsumowując: blisko 3 godziny emocji i wrażeń pierwszego sortu i dolina po, że to... już koniec. Tyyyle czekania i już koniec...



SETLISTA:

Set 1 (Hand. Cannot. Erase.):
01. First Regret
02. 3 Years Older
03. Hand Cannot Erase
04. Perfect Life
05. Routine
06. Home Invasion
07. Regret #9
08. Transience
09. Ancestral
10. Happy Returns
11. Ascendant Here On...

Set 2:
12. Drag Ropes (Storm Corrosion)
13. Open Car (Porcupine Tree)
14. My Book of Regrets
15. Index
16. Lazarus (Porcupine Tree)
17. Don't Hate Me (Porcupine Tree)
18. Vermillioncore
19. Sleep Together (Porcupine Tree)

Encore:
20. Space Oddity (David Bowie cover)
21. The Sound of Muzak (Porcupine Tree)
22. The Raven That Refused to Sing


Wielkie podziękowania dla Katarzyny Stępniewskiej - curemanka.wordpress.com (polecam!) za udostępnienie zdjęć do tej relacji!





R E K L A M A



WSZYSTKIE RELACJE Z KONCERTÓW:

steven_wilson_2016.jpg stacey_kent_2013.jpg anathema2013.jpg knopfler.jpg radiohead.jpg coldplaypraha.jpg gilmourgdansk.jpg u2chorzow.jpg