1. Remont gitary akustycznej DEFIL 1/2 typu Parlor ("Gitara damska popularna").

Takie historie to tygrysy lubią najbardziej. Dziś zaczynamy remont gitarki z tzw. "wystawki" śmietnikowej. Czyli startujemy w zasadzie od poziomu kosztów 0 (słownie: zero!) złotych.

Szacun dla osoby, która zamiast efektownie roztrzaskać wiosło o ścianę postanowiła dać mu ostatnią szansę na lepsze życie i porzuciła na zasadzie "może ktoś chce, to sobie weźmie". Kiedy mój "radar" wyhaczył tę gitarkę myślałem raczej o wyjęciu z niej przydatnych części. Oczy szczególnie przyciągał ciekawy strunociąg. Po dokładniejszych oględzinach okazało się, że najbardziej zniszczone są klucze. Druga sprawa, która od razu rzucała się w oczy, to kiwający się gryf (odklejony od gniazda gryfu, ale trzymający się jeszcze górnej płyty dzięki przyklejonej podstrunicy).

R E K L A M A



Moje śledztwo wykazało, że jest to niewątpliwie gitara DEFIL o rozmiarze 1/2. Rok produkcji prawdopodobnie gdzieś między 1950-1960 r. Menzura wynosi 55 cm. Znaki szczególne to drewniana klejona rozeta, efektowny strunociąg i drewniany mostek. Oryginalne klucze posiadają czarne plastikowe (okrągłe) uchwyty. Pomyślałem sobie, że szkoda byłoby taki historyczny okaz potraktować jako "dawcę organów".

Struny od razu wyrzuciłem, bo to raczej "druty" jakieś były, nie struny. Zdemontowane klucze jak widać na niżej załączonym obrazku raczej się już do niczego nie nadadzą. Są bardzo zardzewiałe, niekompletne i nawet częściowo dosztukowane z innej gitary. Strunociąg w całkiem niezłym stanie, troszkę odrapany w mało widocznym miejscu, ale w końcu o to chodzi w gitarze "vintage", żeby wszystko było odrapane ;)



Po wyjęciu starych kluczy zdjąłem strunociąg (pomogłem sobie obcęgami - mocowanie na trzech solidnych, wyjątkowo długich "pinezkach").

Następnie musiałem odkleić podstrunicę od pudła. W ruch poszło żelazko rozgrzane do połowy mocy (oczywiście koniecznie trzeba opróżnić zbiorniczek z wodą). Procedura odklejania wygląda tak, że najpierw grzejemy podstrunicę żelazkiem, a potem podważamy ją szpachelką. Znowu grzejemy i znowu podważamy. I tak aż do skutku. Trzeba się w tym momencie wykazać ogromną cierpliwością, by nie rozerwać płaskich powierzchni drewna w żadnym miejscu. Lepiej też zabezpieczyć wierzch pudła jakąś szmatką lub kartonem, żeby nie przysmażyć okolic przy podstrunicy. Operacja może potrwać nawet około 30 minut. Wiele zależy od wieku i rodzaju zastosowanego kleju. Mi odklejanie zajęło jakieś 40 minut, ale podstrunica odeszła elegancko i mogłem w końcu wyjąć cały gryf z pudła.



Posklejałem to, co było w pudle popękane, oczyściłem gniazdo gryfu, przymierzyłem, czy pasuje, a następnie wkleiłem cały gryf i całość ścisnąłem dwoma ściskami stolarskimi (szczególnie ważne było ściśnięcie miejsca, gdzie podstrunica przylega do gryfu). Tym sposobem sklejoną, dokładnie ściśniętą gitarkę odłożyłem na szafę i pozostawiłem w spokoju na jakieś 24 godziny.

Wierzch pudła był nieco popękany, więc postanowiłem go zeszlifować papierem ściernym. Niestety jak to zwykle bywa przy szlifowaniu, po dotarciu do gołego drewna okazało się, że ma ono trochę skaz i ciemnych przebarwień, więc opcja koloru "natural" + sam lakier została odrzucona.

Kwestię sposobu malowania odłożyłem na jakiś czas i zabrałem się do poszukiwania nowych kluczy. Niestety okazało się, że żadne współcześnie produkowane klucze nie pasują do takiej wiekowej gitarki i konieczne będzie pójście na pewien kompromis. Na szczęście w sklepie muzycznym na ul. Głogowskiej znalazłem nowiutkie klucze do klasyka, które posiadały zbliżony rozstaw kołków. Kosztowały 26 zł. Konieczne było rozwiercenie otworów w główce, tak by szersze plastikowe kołki weszły do końca. I tutaj kolejne schody. Z racji węższej główki gitary kołki okazały się za długie. Na szczęście ich konstrukcja pozwoliła na średnio inwazyjne obcięcie końcówek. To co było plastikowe po prostu uciąłem (do momentu metalowego "nadzienia") i doszlifowałem pilnikiem. Po operacji skracania wszystko elegancko weszło i mogłem zrobić nowe otwory na śrubki oraz przykręcić owe śrubki w ilości po 4 z każdej strony. Tym sposobem gitarka zyskała nowiutkie klucze.



Następnie przyszedł czas na malowanie góry pudła rezonansowego. Jak wcześniej wspomniałem skazy drewna sugerowały, że gitarkę najlepiej będzie pomalować na jakieś ciemny kolor. Oczywiście głównym wyznacznikiem była cena. Mój wybór padł na szybkoschnącą lakierobejcę (cena około 14 zł. za puszkę 250 ml). Testy wykazały, że kolor "venge" jest ciemny i przyjemnie czekoladowo-brązowy, ale średnio będzie się komponować z pozostałymi elementami gitary. Mając na uwadze priorytet sprawdzenia brzmienia gitarki postanowiłem nie dokładać sobie roboty i wpadłem na dosyć kontrowersyjny pomysł, by lakierobejcę przetrzeć papierem ściernym celem uzyskania efektu czarnego "jeansu".

Zdjęcie nie oddaje zbyt dobrze tego efektu, w realu wygląda znacznie lepiej! Rozetę oraz białą część bindingu krawędzi zakleiłem bardzo dokładnie taśmą malarską tak, by po późniejszym oderwaniu uzyskać równe brzegi malowania. Wyszło to moim zdaniem całkiem fajnie i jeszcze bardziej podkreśliło "vintage'owy" charakter gitary. Zyskała ona też taki klimacik a'la Opeth, albo Katatonia ;) Jak widać dodałem nawet logo :)



W gitarce zamontowałem nowe siodełko (koszt 5 zł.) do którego dokleiłem kawałek siodełka mostka, by całość o jakieś 1-2 mm podwyższyć. Jeżeli gra będzie warta świeczki w przyszłości można zainwestować w siodełko z jakiegoś lepszego materiału. Mostek zostawiłem oryginalny (jest zrobiony z jakiegoś przyzwoitego drewna, być może z palisandru). Zeszlifowałem go jedynie z góry by zlikwidować nieudolnie zrobione szczeliny. Najpierw założyłem testowo struny Ernie Ball Earthwood Acoustic Light. Brzmienie bardzo fajne - takie troszkę folkowe. Gitarka idealna dla dziecka chętnego do nauki (wystarczy zmienić struny na nylonowe). Osobie dorosłej (palce większe niż przeciętne) troszkę trudno jest na niej grać (wąski gryf, a co za tym idzie również mniejsze odległości między strunami), ale solóweczki jak najbardziej wychodzą ;) Generalnie jak ktoś ma małe lub smukłe palce, to może wymiatać na takiej "połóweczce".

Ostatecznie (jako, że struny metalowe mogłyby wyrządzić tej gitarce jakąś krzywdę) założyłem w niej nylonowe Ernie Ball Ernesto Palla (28-42). Ciekawostka: są to struny zakończone tzw. "kulką" ("ball-ended"), podobnie jak w przypadku strun do akustyków i elektryków. Nie trzeba więc tworzyć węzłów marynarskich. Ponadto struny bez owijki mają czarny kolor i fakt ten elegancko wpisał się w styl parlorka. Od zera do bohatera - gitarka stała się w pełni wypasionym klasykiem i mam nadzieję, że przypadnie w przyszłości do gustu mojemu starszemu Synowi :)

Lipiec 2016: Aktualnie gitarka ma założone struny nylonowe Martin & Co. i brzmi jeszcze lepiej niż z poprzednim kompletem (Ernesto Palla).

mini_parlor.jpg
Próbka brzmienia z nylonowymi strunami:
(Ernie Ball: Ernesto Palla)



ODWIEDŹ KONIECZNIE: defil-vintage.jpg bonimedia.jpg lutniczy.jpg