INSIDE

you may say
I'm not a talker
you may think
I'm scared of you
don't remain uncaring

let me join you
in your world of chaos
I will play
my role
my way

but inside
the most beautiful stories
are running silently unseen
I wish to share them
but I can't

my heart
is ringing a melody
it is growing into a symphony
I wish to share it
but I can't


INSIDE (PL)

możesz powiedzieć, że nie jestem gadułą
możesz myśleć, że się ciebie boję
nie bądź obojętny

pozwól mi dołączyć
to twojego świata chaosu
odegram swoją rolę
na swój sposób

ale wewnątrz
najpiękniejsze historie snują się cicho
niezauważone
chciałbym się nimi dzielić
ale nie potrafię

moje serce
wydzwania melodię,
która rozrasta się jak symfonia
chciałbym się nią dzielić
ale nie potrafię





URSUS CORDA

I was picking up the pieces
of the broken things
I sold my soul to have them
I was killing time with a hammer
there is not much left to kill now

I'll never close my eyes again
I'll never ever fall asleep
I have so many things to do
I have so much to finish

I'll never close my eyes again
I'll never ever fall asleep
I have so many things to do
I have so much to tell you



URSUS CORDA (PL)

zbierałem z ziemi części
popsutych przedmiotów
sprzedałem duszę by je zdobyć
zabijałem czas młotkiem
niewiele go już zostało do zabicia

nigdy już nie zamknę oczu
nigdy więcej już nie zasnę
mam jeszcze tyle do zrobienia
tyle rzeczy muszę skończyć

nigdy już nie zamknę oczu
nigdy więcej już nie zasnę
mam jeszcze tyle do zrobienia
tyle jeszcze muszę Ci powiedzieć



TIMELINE-LIFELINE

basicly
I'm here and now
still watching stars that lately died
I squeezed the light into my veins
there's nothing left
I feel no pain

maybe you can bring me back
once more
to the timeline
I could move my black and white
thin hand on this pic

only you can bring me back
again
to the lifeline
we will find a place to sit and talk
for a while

I'd like to read
my latest notes
but every page seems to be blank
I forgot the sound of words
that were drowned in my mouth

maybe you can bring me back
once more
to the timeline
I could move my black and white
thin hand on this pic

only you can bring me back
again
to the lifeline
we will find a place to sit and talk
for a while

TIMELINE-LIFELINE (PL)

generalnie
jestem tu i teraz
ciąle widzę gwiazdy, które niedawno umarły
światło płynie w moich żyłach
nic już nie zostało
nie czuję już bólu

może ty możesz mnie przywrócić
jeszcze raz
na linii czasu
mógłbym pomachać moją chudą ręką
na tym czarno-białym zdjęciu

tylko ty możesz mnie znów przywrócić
na linii życia
znajdziemy sobie miejsce
by usiąść i porozmawiać
przez chwilę

chciałbym przeczytać
moje ostatnie zapiski
ale każda strona wygląda na pustą
nie pamiętam dźwięku własnych słów
utopiły się w moich ustach

może ty możesz mnie przywrócić
jeszcze raz
na linii czasu
mógłbym pomachać moją chudą ręką
na tym czarno-białym zdjęciu

tylko ty możesz mnie znów przywrócić
na linii życia
znajdziemy sobie miejsce
by usiąść i porozmawiać
przez chwilę









Miłość to wspólne wędrowanie
sięganie nieba na grzbietach gór
i zasypianie w objęciach dolin
Miłość to Ty i ja
gdy patrzą na nas
miliony gwiazd
zaciekawione i zazdrosne,
że tak blisko nam do siebie
i łączy nas serc żar
Wiara, Nadzieja, Miłość
Słońce, Księżyc, Światło, Cień
dusze nasze tkał ten sam wiatr



kim jestem
pyta ciało o poranku
napędzane chłodem w płucach
by znów iść
kim jestem
pyta dusza o świcie
rozmyta czerwienią słoneczną
skraplaną w krew
kim jestem
choć bez Ciebie
za rękę ściskam Cię
uśmiech
by znów iść
kim jestem
jasne staje się
jestem Twój
by nie iść już nigdzie
lecz do Ciebie biec

poetry2.jpg






poetry3.jpg dni ulatują
jak przekrwione liście
oderwane
od drzewa życia
wszystko
co tak żarliwie pragniesz zatrzymać
ocalić
zaciśnięte mocno w dłoni
w pył się obróci
proch rozwiany
anonimowy popiół
z objęć wydarty
rozmyty strugami wściekłej nawałnicy
i nikt nie rozpozna
cząstki ciebie
w pospolitym, podeptanym błocie
porażek i zwycięstw milionów istnień
nic nie jest wieczne
nic pewne nie jest

ale ty - na przekór
wbrew wszystkiemu
spalaj się jasnym płomieniem
wierz i ufaj
na jedną kartę wszystko stawiaj
ryzykuj
gdy kochasz - kochaj całym sobą
totalnie
bezinteresownie
zatracaj się kompletnie
nie dbaj o to co stanie się z tobą
jutro
każdym dniem żyj tak
jakby nie było
jutra
z rozdziawioną gębą
w gwiazdy się nie gap
lecz zrywaj je
niczym polne kwiaty
gdyś wesoły - ze śmiechu się turlaj
zapłacz, gdy smutek cię kąsa
śpiewaj, gdy za wariata cię biorą
nie zdradzaj siebie
w imię niczego
na najwyższą górę
wdrapuj się szlakiem najbardziej karkołomnym
docenisz widoki
jeśli beznadzieja cię dopada
wrzeszcz, że kochasz życie
że każdy ból twój słodszy
od poprzedniego
popatrz
jeszcze tu jesteś
i zrobić możesz co zechcesz
przez chwilę
wszystko zależy od ciebie

choć czas i tak cię zgładzi
zetrze każdy najmniejszy ślad po tobie
to zniszczy cię
z przebłyskiem podziwu
przystając na moment nad tobą
zaskoczony
bo wykorzystałeś go
właściwie
łapczywie







noc.jpg

miłość bezdomna
błądzi po ulicach nocy
zagląda w puste okna
puste serca domów

przemyka jak złodziej
pod mroku neonami
snom i marzeniom
skacze po dachach

tłukąc latarnie
kamieniami rozpala
podobny swemu
blask utracony

po rozjechanej
ciepłej jeszcze
konającej jezdni
z wiatrem się ściga

przystaje jak zwykle
by za uszami podrapać
błyszczące oczy
czarnego kota

miłość bezdomna
siada na ławce
i patrzy godzinami
na zamknięte drzwi

* * *


oto znów wdrapuję się na górę rozmyślań
marzeń o Tobie
moją strzelistą świątynię dumania
miejsce codziennych ucieczek
od nizin codzienności
stąd jest najlepszy widok
na wdzięków Twoich pejzaż
w myślach szkicowany
panoramę uczuć
z każdym dniem intensywniejszych
światłem i barwą

witam się z drzewem ulubionym
co tkwi tu samotnie
choć to trochę dziecinne
rzucam mu uśmiech uprzejmy
niczym towarzyszowi niedoli
może też przychodzi tu wyglądać swej Ukochanej
kołysać się z tęsknoty

czy to wysokość znaczna
przyspiesza trzepot serca skrzydeł?
czy też świadomość preludium
uderzenia doznań gwałtownych?
ze Słońcem spłyną niedługo
bo wschód już się zbliża
falami ptasiego świergotu
zapach Twój niosąc z doliny zielonym dywanem okrytej

myśl, że po tej samej ziemi stąpasz
a za chwilę Słońce to samo nad Twą głową rozbłyśnie
zbliża do Ciebie
radosne wizje snuje
Twojemu poecie pocałunek Wszechświata
na czole składa
o wieczność pozwala się otrzeć przez chwilę
przez moment za kurtynę tajemnic nieodgadnionych zerknąć
rozumem przejrzystym i ostrym jak diament
sensu istnienia dotknąć

choć Wszechświat Twym odbiciem
i w nim wszelkie znaki, żywioły, istoty
Twoim głosem przemawiają
wszystko to mało dla serca poety
ono pragnie coraz mocniej i prościej
Słońce zagniewane grzeje coraz mocniej
kochanka Twego spali niechybnie na popiół
jak on śmie lekceważąco oczy przymykać
na ten spektakl
niebiańskie przedstawienie
drwić z czasu
godziny w minuty przemieniać
myśli o Tobie w uśmiech układać

zaśmiał się poeta
czym jest ta dobrotliwa gwiazda wobec Twego ciepła?
już się chowa
w horyzont wtula by zasnąć
wstydzi się
czerwieni
nie robi już Słońce na poecie najmniejszego wrażenia
bo on w inną Gwiazdkę wpatrzony
w Ciebie
Ty też czasem musisz powiedzieć:
"do zobaczenia"
stawiając wszystko w ogniu
niebem koloru miłości
lecz ogień ten nie gaśnie
ogień ten płonie nieustannie

Promyczku Najczulszy
ogrzewasz moją rozwichrzoną
zziębniętą duszę
oczy mi mrużąc
uspokajasz sennym blaskiem serca porywy
dotykasz mnie do głębi
wyostrzasz zmysły uśpione
żar z innego wymiaru rozlewasz
czas i przestrzeń tracą władzę nade mną
w marzeniach moich
niczym w wodzie spokojnej się przeglądasz
ukazujesz mi ufnie swoje barwy
najpiękniejsze
chłonę je całym sobą
w pamięci próbuję jak farby rozlane
pospiesznie odbić
zachować
by w snach mnie ogrzewały
ból poety i troski człowieka głaszcząc

bez Ciebie jestem cieniem w mroku
żółtym liściem w trawie
ptasim milczeniem otulonym skrzydłami
słowem niewypowiedzianym
oceanu wyschniętego wyspą bezludną
wierszem niedokończonym
pieśnią kamienia
muzyką, która nie zabrzmi
bo tylko dla Ciebie, w Tobie
rozwijać się pragnie kwieciem czerwonym
odkąd świat mój w Twych dłoniach skryty
jawi się on jako miejsce lepsze, jaśniejsze
w nim żyć
w nim kochać
tak, jak nie potrafi nikt...

* * *

szukałem Cię
pejzaże słowami malowałem
nie znałem Twojego imienia
wołałem Cię
dźwiękami tkanymi
na pięciolinii rytmu serca
nie znałem Twojego imienia
tęskniłem za Tobą
gwiazdy układając w znaki zapytania
nie znałem Twojego imienia
i przyszłaś
jesiennym losu uśmiechem
płomień zapalając spojrzeniem
a imię Twoje - Miłość

* * *

usiadłem - tak jak stałem
wśród ciemnej ciszy, bosy
choć oczy snem przymknięte
twarzy Twej blask
i dłoni Twoich spokój
przybyły na skrzydłach myśli
dobrych i jasnych
dziękuję - wysyłam Ci moje
już tną rześkie poranne powietrze

* * *

zasypiam
bezsenność słodka gaśnie
fajerwerki Twych gestów i słów
zasypiam
dobrych myśli pierzynką otulam Twe sny
Ty uśmiechem przywitaj je znów
zasypiam
bo bez Ciebie jest zimny
ciemnością zalany mój dom
zasypiam
dobrze wiem
rano szukać będę Twych rąk

* * *

czas odmierzam
świtem - oczu Twoich blask
dwa płomienie radośnie tańczące
południowym słońcem - ciepło Twoich dłoni
co chmury z czoła odpędzą
zmierzchem - szept ust kochanych:
myślę, czekam, tęsknię...
oby dobry los
co serca rozgrzał
pozwolił wszystkie wschody,
południa i zachody słońca
w Twoje ręce złożyć


* * *

wiersz.jpg

Zbudź się
I opuść na chwilę
Gniazdo Twe uplecione z Chaosu
Tak fizycznie namacalne
Kochane

Przed wyjściem pogładź uśmiechem
Dobrze Ci znane
Lustro wyobrażeń o sobie
Drzwi zostaw otwarte
Przecież zaraz wrócisz

Przez bramę niepokoju
Przejdź dziś inaczej niż zwykle
Bez pośpiechu
Choć raz obejmij ją wzrokiem
Zanim ona skrzywi się nad Tobą
W swym smutnym grymasie

Nie martw się bezkresem
Magnetycznych pól nicości
Miast ludzkiego pustkowia
Gdzie wynaleźli pieszczotę nienawiścią
Wolność na miarę
Nie rozglądaj się
Znasz to zbyt dobrze

Potykasz się
Chcesz pobiec
Do jednego z Twych miejsc ulubionych
Natychmiast
Ale myśl ta gaśnie szybko
Wraz z nagłym powiewem czegoś nowego
Przeszywającym na wskroś Twe zdumione zmysły
Nie bój się
Idź dalej - miarowym krokiem
Już niedaleko

Patrz
Nagle wyrasta przed Tobą
Zderzenie ze snu zieleni i błękitu
A oba kolory w łące i niebie uwięzione
Przyglądają się sobie czule i z zaciekawieniem
Choć przybyły tu całkiem dawno
Strunami słońca i złotym wiatrem szepczą do siebie
Lecz dostrzegają Cię
I nieśmiałym powiewu szeptem i słońca pieszczotą
Jak dzieci proszą
Podejdź bliżej
Usiądź
Dziecię Chaosu - pobaw się z nami

Myśli dziwne w Twej głowie
Czy to się dzieje naprawdę
Tu i teraz
Czy ja...
Lecz wiatr łagodnie przerywa Ci tę chwilę zapomnienia
Zanim postawisz następne strwożone pytania
Raz - ocierając się radośnie jak pies
To znów uderzając słodkim aromatem
Tak nowym
Świeżym
I znajomym zarazem
Uspokaja Cię
Wciąż tkwisz między ziemią a niebem
Tu i teraz
Może tylko czas zgubił się gdzieś po drodze
I tak nie przeżyłby tutaj
Ani sekundy

Ostatkiem zdrowego rozsądku
Szukasz znajomych straszydeł na horyzoncie
Lecz błękit i zieleń
Zalały wszystko wokół
Usiądź
Zaufaj im
Chaos jest wieczny
Zaczeka na Ciebie

Nagły atak na wszystkie Twe zmysły
Jasny koktajl ciepła i słodyczy
Wiatr obejmując Cię coraz mocniej
Mruczy
Pieśni zielone i błękitne hymny
Poddaj się
Dziecię Chaosu
Zapomnij

Wtapiasz się w objęcia zieleni
Jak ptak
Co runął w dół
Pocałunkiem nieba
Dziś nie pytaj
Czy wzbił się w górę
Ziemską pieszczotę zanosząc radośnie niebiosom
Zamknij oczy
Okłamane tysiącami obrazów i gestów
Otwórz dłonie
Zaciśnięte w kurczowym uścisku życia
Uśmiechnij się
Do siebie

Lecz
Czemu płaczesz - Dziecię Chaosu
Płacz Twój gwałtowny i niepohamowany
Szlochasz
Nad sobą
Wszechświata samotnością
Nad swym malutkim w kosmosu kroplę zaklętym
Istnieniem
Myślisz, że żałość ta nigdy nie ustanie
Nie chcesz by zgasła
Tak jak morze pragnie by jego fale żyły wiecznie

Jednak Twój smutek
Przestrzeń pomiędzy ziemią a niebem wypełniwszy
Rozpłynął się gdzieś nagle wiatrem niesiony
Łąka z błękitem znów do swych rozmów intymnych wracają
Oczy błyszczące
Otwarte na chwilę - ponownie przymykasz
Bo oto wiatr zaciekawiony wraca
Jakby nigdy dotąd łez nie widział
Igra z Twoją twarzą
Łaskocze
Krąży wokół jak duch niespokojny
Uśmiechasz się
Do siebie
Do swego malutkiego życia kroplą uronionego
Kiedyś
Gdzieś
Przez kogoś

Wiatr prosząc
By Cię z ramion swych pierzastych wypuścił
Wstajesz i odchodzisz
Z lekkim uczuciem zażenowania
W stronę zagniewanych Wież Niesprawiedliwości
Anten Rozpaczy
Już wypatrują Cię zazdrośnie
Wiatr i zielone morze strasząc Wiatrakami Śmierci

Mijając cofającą się falę zieleni
Zastanawiasz się
Kto lub co Cię tu przywiodło

Zasypiasz zawstydzona bagażem emocji
W Twoim gnieździe uplecionym z Chaosu
Przytulnym jak nigdy dotąd
A ja - uchylając cichutko lekkim powiewem
Snu Twego zasłonę
Z wiatru swą postać zmieniam
I tysiącem kropel szepczę
Śpij dobrze
Śnij słodko
Jutro pokażę Ci tęczę...

* * *

co zrobić najprościej
powietrza ostrego zaczerpnąć
ze światłem w płucach drgającym iść
aż po horyzont
i dalej
w sercu Cię nieść, tulić
zabronić możesz
lecz nie zabraniaj
poeci - wymierający gatunek
życie, czas ich zjada
piękno odbijają
przez kalkę duszy nieporadnie
wybaczaj, dobrymi myślami zwyciężaj
ktoś oczy teraz przymyka
polna droga gaśnie na chwilę
jesteś uśmiechem
największym szczęściem
słowami: "wszystko w swoim czasie,
jesteś na dobrej drodze" ...

* * *

jak wyrazić wdzięczność
za serca słodki stan zagrożenia
on trwa tylko dla Ciebie
nie oddam go za nic
na inne cuda świata nie wymienię
można stracić grunt pod nogami
lecz nie nadzieję
czułości w sercu też nic nie pokona

* * *

subtelna - jak wiatr
rozwiewający moje włosy
ciepła - niczym padające na moją twarz
promienie słońca
tak świat się do mnie uśmiecha
bo Ty jesteś moim całym światem
lecz gdy nie jesteś blisko
drzewa płaczą za Tobą
liście złote w moich dłoniach...




R E K L A M A